Duch w samolocie. Legendy miejskie

city-cars-traffic-lightsLegendy miejskie związane z samolotami nie należą do rzadkości. Ostatnia, którą słyszałem robi duże wrażenie.

Legendą miejską, która potwierdza siłę opowieści związanych z lataniem jest ta rodem z USA. W latach 80. XX wieku miał miejsce lot z Chicago do Los Angeles. Pilotem był mężczyzna z 30-letnim doświadczeniem, natomiast jego córka jedną ze stewardess. Para uzupełniała się idealnie na pokładzie samolotu 747. Niestety już w trakcie lotu zaczęły się problemy, których nikt nie przewidział. Najpierw związane one były z zasilaniem, a później w jeden z silników wleciał ptak uszkadzając go nieodwracalnie.

– Uspokój pasażerów, a ja będę próbować lądować awaryjnie – powiedział ojciec – pilot do córki.
– Dobrze. Ja uspokoję pasażerów – odpowiedziała.

Zadanie nie było łatwe, ponieważ ludzie w panice robią różne rzeczy. Kiedy wszyscy byli zapięci pasami i poinformowani o ewentualnym niebezpieczeństwie córka jeszcze raz zajrzała do kabiny pilotów. Rozumieli się bez słów, jednak jej ojciec powiedział:

– Zrobię wszystko, aby teraz i w przyszłości nic złego się tobie nie stało skarbie!

Samolot podczas awaryjnego lądowania urwał jedno skrzydło. Paru pasażerów było poturbowanych, dwóch doznało złamań kości – wszyscy zostali uratowani. Kiedy stewardessa chciała uściskać ojca wchodząc do kabiny zobaczyła przerażający widok. Jej ojciec nie żył – podczas lądowania jeden z elementów wbił się mu prosto w klatkę piersiową. Został okrzyknięty bohaterem.

Kiedy po latach córka kontynuowała pracę jako stewardessa miało miejsce dziwne zdarzenie. Przed lotem ukazał się jej duch ojca, który ostrzegł przed techniczną usterką na pokładzie. Pomna wydarzeń sprzed lat kobieta poinformowała mechaników o swoich obawach. Wszystko okazało się prawdą. Gdyby samolot wystartował z pewnością nie dotarłby do celu. Liczba ofiar sięgnęłaby ponad 284.

Misja ratunkowa na Marsa. Legendy miejskie

cropped-leg.jpegLegendy miejskie rodem ze studiów? Proszę bardzo – na święta Bożego Narodzenia nawet wujek Janusz by nie uwierzył w taką opowieść.

Wszystko zaczyna się w akademiku. W wersji, którą miałem okazję usłyszeć akcja dzieje się w akademiku Uniwersytetu Gdańskiego. Studencka impreza – panie, panowie i morze alkoholu, który pozwala nawiązywać bliższe kontakty. Nagle jeden z uczestników zabawy wpada na świetny pomysł – zbudujmy z kartonów pojazd, który wyrzucimy przez okno. Studenci ochoczo przystępują do pracy. Jest miejsce dla pilota, skrzydła, w pełni profesjonalny kokpit i nazwa – PROM KOSMICZNY NEPTUN. Pilot wsiada do środka i … ginie na miejscu po upadku z drugiego piętra.

Pijani w sztok studenci nie zdają sobie sprawy z tego, co zaszło. Wezwana na miejsce policja od razu szuka świadków zdarzenia. Po dotarciu do pokoju, z którego wyruszyła misja na Marsa okazuje się, że chłopaki budowali drugi pojazd – nazwijmy go ambulans – aby uratować kolegę. Po prostu myśleli, że trzeba wyrzucić kolejnego ochotnika, aby ich kompan powrócił do żywych. Niestety tak się nie stało.

Misja okazała się jednak zupełnie nieudana – policja zakończyła imprezę a sprawcy zostali ukarani.

W trójmiejskich mediach głośno było o skoku z balkonu studenta, który był pod wpływem dopalaczy. Skoku zakończonym tragicznie. Nie znalazłem opowieści, która dokładnie pasowałaby do legendy miejskiej słyszanej we właśnie takiej formie.

Forcecon 2016 w Wejherowie!

ulotkaRycerze Jedi, pochód Legionu, unikalne ekspozycje, strefa gier, kiermasz, a przede wszystkim premiera filmu „Łotr 1. Gwiezdne wojny – historie” – tak będzie wyglądał Zlot Fanów Gwiezdnych Wojen „Forcecon”, który odbędzie się 15 grudnia w Wejherowie. Tego dnia wejherowski rynek z Pomnikiem Jakuba Wejhera vel Lorda Vadera i Filharmonia Kaszubska zamienią się w świat rodem z Gwiezdnych Wojen.

Zlot Fanów Gwiezdnych Wojen „Forcecon” rozpocznie się o godz. 13 w wejherowskim szpitalu, kiedy grupa rekonstruktorów Legion 501 spotka się z chorymi dziećmi. Główna impreza będzie miała miejsce o godz. 15 przed wejherowskim Ratuszem, gdzie w „gwiezdnej” scenerii prezydent Wejherowa Krzysztof Hildebrandt powita uczestników zlotu. Po odegraniu hymnu Imperium w pobliżu Pomnika Jakuba Wejhera vel Lorda Vadera wykonane zostanie zdjęcie uczestników zlotu, a po jego wykonaniu wszyscy przejdą do Filharmonii Kaszubskiej, która tego dnia zamieni się w Odległą Galaktykę. Głównym punktem tego dnia będzie jednak premierowa projekcja filmu „Łotr 1. Gwiezdne wojny – historie ” o godz.16.30 i 19.30.

W Filharmonii Kaszubskiej przygotowano mnóstwo atrakcji dla miłośników tego filmu. Odbędzie się kiermasz książek, komiksów i pamiątek związanych z tematyką Gwiezdnych Wojen. Przygotowana została strefa zabawy m.in. malowanie twarzy postaci z Gwiezdnych Wojen i „Kącik malucha” oraz strefa gier – planszowych, fabularnych, konsoli. O godz. 21.30 rozpocznie się konkurs na najlepszy strój.

Jednocześnie w godz. 16.30-20.30 w sali konferencyjnej WCK odbywać się będą prelekcje i wykłady, a w godz. 18.45-22.15 przeprowadzony zostanie konkurs wiedzy o sadze Gwiezdnych Wojen. Zakończeniem zlotu będzie uroczyste wyjście Legionu 501 oraz odegranie marszu imperialnego.

Organizatorami jest Urząd Miejski w Wejherowie i Fundacja Ochrony i Promocji Zabytków Pomorza „Pro turris”.

Pakiety Fana można zakupić na stronie tutaj

Natomiast szczegółowy program zlotu widnieje na stronie tutaj

Więcej informacji o organizatorze – Fundacji Pro Turris tutaj

Świeżaki w Biedronce

Legendy miejskie związane z Biedronką nie należą do rzadkości. W Małym Trójmieście Kaszubskim popularna stała się ostatnio opowieść o wycofaniu świeżaków z portugalskiej sieci sklepów.

Przyczyną miały być alergeny ukryte w materiale, z którego zrobiony był zarówno brokuł Bartek jak i jabłko Antek. Sieć nie odpowiedziała oficjalnie na te zarzuty jednak po szturmie klientów, którzy w ostatnim momencie chcieli odebrać świeżaka to właśnie klienci sami wytłumaczyli sobie brak maskotek.

Nic straconego – od ostatniego czwartku świeżaki (w formie kart) do zbierania w każdej Biedronce.

Udanych łowów – kolejnych legend miejskich.

Jazda na gapę

Autostopowicz czy autostopowiczka to popularne motywy legendy miejskiej. Jednak w wydaniu poniżej można naprawdę się przerazić.

Pewne małżeństwo w Stanach jechało odwiedzić krewnych. Był to rok 1942. Po drodze wzięli ze sobą pasażera na gapę, który zmierzał do miasteczka oddalonego, o bagatela, 40 kilometrów.

Kiedy osiągnęli cel podróży młodego człowieka ten uprzejmie podziękował i zaproponował, że da odpowiedź na jedno ważne pytanie dla starszego małżeństwa.

Kiedy skończy się II wojna światowa? – wypalił kierowca.

W 1945 roku – opowiedział bez namysłu chłopak. Po czym dodał:

Uważajcie, bo jeszcze tej nocy w samochodzie będziecie mieli trupa.

Po tym wyznaniu zamknął drzwi i odszedł w ciemną ulicę.

Starsze małżeństwo kontynuowało podróż w zmieniającej się na niekorzyść pogodzie. Zaczął padać gęsty śnieg, a na mokrej ulicy pojawiła się gołoledź.

W pewnym momencie, w oddali zauważyli światła karetki. Chcieli ominąć to zdarzenie, jednak ktoś zatrzymał ich wbiegając prawie pod maskę.

Musicie wziąć jednego rannego z wypadku wraz z lekarzem. Karetka nie chce odpalić, a ten człowiek musi znaleźć się w szpitalu jak najszybciej.

Niestety, spełniła się przepowiednia tajemniczego autostopowicza, bo pacjent zmarł zanim dotarli do szpitala.

Kim był młodzieniec? Legendy miejskie milczą.

Kobieta w oknie

Sąsiadki, które wszystko widzą i wiedzą? Osiedle, na którym poduszka w oknie i uważny obserwator jest czymś normalnym? Okazuje się, że i o takich osobach krążą legendy miejskie.

W jednej z nich mamy do czynienia z kobietą po 70-tce, która zamknięta w mieszkaniu z powodu niepełnosprawności stała się stałym elementem krajobrazu. Na poduszce obserwowała życie osiedla nie komentując i wiernie wypatrując kolejnych nowości.

Niestety – pewnej jesieni kobieta zmarła. Kiedy było już po pogrzebie sąsiedzi zauważyli wyraźne kontury jej osoby w oknie, którego praktycznie przez ostatnie lata nie opuszczała.

Przypadek? Nie sądzę…

#legendamiejska ? Jak najbardziej

Podziemne miasto w Redzie

Legendy miejskie z Małego Trójmiasta Kaszubskiego niekiedy nie mają nic wspólnego z rzeczywistością. Niestety wiele osób od razu bierze informację jako pewnik umieszczając ją na swoich facebookowych profilach.

Ostatnimi czasy furorę robi wpis z 2015 roku ze strony mtk.pl informujący o tajemniczym podziemnym mieście. Nie wiem czemu akurat teraz wpis jest tak popularny (nie buduje się ani drogi ani większej inwestycji, która mogłaby ukazać zaginione miasto Inków) ale kilkanaście udostępnień jednego dnia daje do myślenia.

Po prostu #legendamiejska.

Pogrzebany żywcem cz. 2

Podobała się Wam legenda miejska o pogrzebanym żywcem panu Ballu? Na szczęście on przewidział, że może to nastąpić. Nasza kolejna bohaterka nie miała tyle szczęścia.

Pani Agnus żyła sobie spokojnie w pewnym angielskim hrabstwie delektując się urokami życia pod rządami Królowej Matki oraz przed Brexitem. Niestety, wszystko, co dobre szybko się kończy i nasza bohaterka została pochowana. Żywcem.

Ludzie mieszkający w okolicy w parę dni po pogrzebie widzieli jakby ziemia ruszała się nad grobem pani Agnus.

Kiedy dokonano odkopania mogiły odkryto nieuśmiechniętą twarz kobiety, która prawie wykaraskała się z tej ciężkiej sytuacji. Śmierć nastąpiła przez uduszenie.

Pogrzebany żywcem?

Legendy miejskie o pogrzebach to nadal rozwijająca się gałąź opowieści z dreszczykiem. Dzisiaj zaś opowieść o pewnym „pechowym” obywatelu Stanów Zjednoczonych, którego koszmar się … ziścił.

Pan Ball od niepamiętnych czasów bał się śmierci. Jego tanatyczny lęk wiązał się z faktem, iż ktoś może niesłusznie pomylić się i uznać za zmarłego. Dlatego w rodzinnej krypcie … kazał pociągnąć linię telefoniczną.

Lata mijały a nasz bohater nie wybierał się na łono Abrahama. W końcu jednak pewnej listopadowej nocy Pan zawołał Balla do siebie. Jego ciało złożono do krypty zgodnie z życzeniem zmarłego.

3 dni po pogrzebie wieczorem w domu nieboszczyka zadzwonił telefon. Dopiero przy trzecim razie odebrała wdowa, która usłyszała w słuchawce dziwne trzaski i coś jeszcze. Niestety – rano i ją znaleziono martwą. Przyczyną rozległy zawał serca.

Kiedy przygotowywano się do pogrzebu i otwarto rodzinny grób oczom zebranych ukazał się widok masakryczny. Wieko trumny pana Balla było otwarte.

W ręce trzymał słuchawkę.